Blog > Komentarze do wpisu
Jak rozmawiać o ACTA?

Jeśli wsłuchać się w dyskurs polskich mediów głównego nurtu, a także w komentarze wielu ludzi przeciwnych ACTA, to można szybko zauważyć, że rozmowę na temat tej umowy międzynarodowej można sprowadzić do kilku kwestii, których tych dokument dotyczy w równym stopniu. Przy czym każda z tych kwestii pociąga za sobą zupełnie inne motywacje i całkiem inne sposoby argumentacji. Te podstawowe kwestie, których dotyczy dokument to:  - własność intelektualna (autorskie prawa majątkowe);

- podróbki;

- piractwo;

- dostęp do informacji i dóbr kultury;

- specyfika funkcjonowania Internetu;

- ochrona danych osobowych;

- prawa człowieka (szczególnie wolność słowa i prawo do prywatności, w tym do poufności korespondencji oraz zasada domniemania niewinności);

 

Choć oficjalnie ACTA dotyczy przede wszystkim ochrony i egzekwowania majątkowych praw autorskich, ma przeciwdziałać praktykom piractwa i podrabiania, zapisy zawarte w tej umowie dotykają wszystkich wymienionych wyżej kwestii. Wielu prawników zwraca uwagę na to, że zawarte w niej zapisy mogą prowadzić do niebezpiecznych nadużyć. Formy egzekucji prawa, jakie dopuszcza się w ramach tego dokumentu mogą stać w sprzeczności z należytą ochroną praw jednostki.

 

Zwykle jeśli słyszymy rozmowę dwóch osób na temat ACTA, np. zwolennika i przeciwnika tej umowy, to najczęściej czujemy, że ich linie argumentacyjne się wymijają. Bardzo ciężko trafić na rzetelną dyskusję na ten temat, gdzie rozmówcy wspólnie analizują kolejne kwestie i wskazują plusy i minusy ACTA w odniesieniu do tych poszczególnych zagadnień. Zazwyczaj zwolennik podkreśla potrzebę ochrony praw autorskich, powtarza frazesy o kradzieży własności intelektualnej, a przeciwnik mówi o zagrożeniu inwigilacją i cenzurą. Wielu przeciwników tego porozumienia międzynarodowego idzie jednak o krok dalej i podważa zasadność egzekucji majątkowych praw autorskich, postulowaną w tym dokumencie. W ten nurt myślowy wpisuje się na przykład „Partia Piratów”. Sympatycy tego ruchu podkreślają potrzebę powszechnego dostępu do informacji i dóbr kultury i wskazują na nadużycia, do jakich prowadzi ochrona własności intelektualnej.

W idealnej publicznej debacie wpływ ACTA na te wszystkie kwestie zostałby rzetelnie przeanalizowany.

W ostatecznym rachunku wszystko jednak sprowadza się do wartości fundamentalnych: do odpowiedzi na pytanie co jest dobre, a co jest złe, co moralne, a co niemoralne, co słuszne, a co naganne. Postaram się po kolei przeanalizować wymienione wyżej zagadnienia.

 

Własność intelektualna

 

Wiele mówi się o tym, że ACTA ma chronić interesy twórców. Jest to prawda „częściowa”. Prawo autorskie przewiduje, że twórcom przysługują dwa rodzaje praw do utworu. Są to autorskie prawa majątkowe i niezbywalne autorskie prawa osobiste. ACTA chroni interesy nie tyle twórców, co właścicieli autorskich praw majątkowych. Twórca bardzo często nie jest właścicielem praw majątkowych do swojego dzieła, to znaczy, że nie czerpie korzyści finansowych. Właścicielem praw majątkowych może być: spadkobierca autora, wydawca, koncern medialny lub ktokolwiek, komu te prawa zostały przekazane. Przykład? Naukowiec opracował lek na groźną chorobę, jednak aby ten lek mógł wejść na rynek potrzebne są kosztowne badania. Koncern farmaceutyczny finansuje te badania w zamian za patent na skład leku. Oczywiście naukowiec zostaje zwykle sowicie wynagrodzony. Od tej pory właścicielem praw majątkowych jest firma.

Inny przykład z branży medialnej: Autor artykułu opublikowanego w gazecie nie dysponuje prawami majątkowymi do swojego utworu (chyba, że umowa o pracę stanowi inaczej). Prawo do korzystania z utworu, udostępniania i do wynagrodzenia za korzystanie z utworu przysługują firmie, która jest jego pracodawcą.

Oczywiście to nie oznacza, że twórcy zostają „siłą” pobawieni praw majątkowych do swoich utworów. Te prawa pierwotnie przysługują im, a oni swobodnie mogą nimi obracać, czyli na przykład przenoszą je na inną osobę fizyczna lub prawną. Czasem jednak zwyczajnie nie mają innej możliwości, jeśli chcą swoje dzieła upublicznić.

Zrozumiałe jest, że wielu twórców chce być za swoją pracę należnie wynagradzanych, a także, że firmy, które zainwestowały w badania czy wypromowały dany utwór, chcą na nim zarobić. Nie są przecież organizacjami charytatywnymi. I to oni stanowią jedną ze stron w sporze o ACTA. To jednak tylko jedna strona medalu. To co najbardziej razi w ACTA to nie zawarte w niej dążenie do ochrony praw autorskich, ale to, w jaki sposób ten cel miałby zostać realizowany. Środki, jakich stosowanie dopuszcza dokument są radykalne i nieadekwatne do szkodliwości społecznej „piractwa”.

 

Piractwo i podróbki

 

Niektórzy nawet sądzą, że piractwo, szczególnie w jego internetowym wydaniu nie jest w ogóle zjawiskiem negatywnym, a wręcz przeciwnie, umożliwia udostępnienie dóbr kultury i informacji szerokim masom społeczeństwa, przyczynia się do rozwoju i jest zgodne z zasadą sprawiedliwości społecznej. Ale o tym i o innych wymienionych powyżej kwestiach już wkrótce...

niedziela, 29 stycznia 2012, yelele

Polecane wpisy

Komentarze
znanyinformatyk
2012/01/30 00:30:44
Acta zostało podpisane to fakt. Spór faktycznie dąży do pewnego toru. Tym torem podazaja argumenty za i przeciwko, jednak maja one inna predkosc i w ogole jada po innej szynie. Ciekawe jakich radykalnych srodkow bedzie mozna uzyc gdyby to weszlo w zycie. Przed inwigilacja bronic beda jedynie programy szyfrujace gdzie bedziemy mieli znajomych w kregu znajomych. Na youtube nie kazdego utworu bedzie mozna tak czesto sluchac.. No i wszelkie torrenty zostana zabokowane u dostawcow internetu wiec bedzie to tylko rarytas dla dzierzawiacych ciekawe lacze.
stat4u